Kobiety dla kobiet Fundacja Linki Kontakt # Forum # # F.A.Q.
 
 
 
Menu główne
Start
KOBIETY DLA KOBIET
Linki
Czytelnia
PRAWO
ZDROWIE
TOŻSAMOŚĆ KOBIETY
DUCHOWOŚĆ
PRACA
EDUKACJA I ROZWÓJ
DOM
MOJE BEZPIECZEŃSTWO
MACIERZYŃSTWO
KONTAKT
Forum2
Galeria
Wiadomości
CHCESZ NAM POMÓC?
FEMINA
KULTURA
PODZIĘKOWANIA
W skrócie
 
Start arrow ZDROWIE arrow PORÓD arrow Doświadczyć rodzenia
Advertisement
Popularne
Doświadczyć rodzenia PDF Drukuj Email
Oceny: / 105
KiepskiBardzo dobry 
ZDROWIE - PORÓD
Wpisał: Ewa A.Nitecka   
22.02.2006.

Rodzenie jest niezwykłym doświadczeniem i warto pozbyć się kulturowych stereotypów lub własnych wyobrażeń, żeby móc przeżyć poród w sposób własny i autentyczny, nie zakłócony oczekiwaniami, nawet jeśli próbuje nam je sugerować używany powszechnie język, np. określenie "bóle (porodowe)" zamiast "skurcze (porodowe)".

Zaskoczyło mnie kiedyś małżeństwo, które w ciągu najbliższych miesięcy miało przeżyć narodziny swojego dziecka i po przygotowaniu psychoprofilaktycznym obejrzało film o porodzie. Uznali oni, że to, co widzieli, było nieprawdziwe, ponieważ rodząca kobieta była rozluźniona i uśmiechnięta, a natychmiast po porodzie bardzo szczęśliwa. Również nie przekonały ich zapewnienia młodego ojca, który uczestniczył w porodzie swojej żony, że to właśnie tak może wyglądać. Zdjęcia, które pokazywał, oglądali z niedowierzaniem. Najbardziej mnie dziwiło, że nie chcieli zrezygnować z przekonania, że poród to cierpienie.

Na szczęście już od dawna wiadomo, i wiele kobiet tego doświadczyło, że poród nie musi być cierpieniem. Kobiety nie są na to cierpienie skazane. Mogą nauczyć się odkrywać w sobie możliwości, których nawet nie podejrzewały. A kluczem do tego jest umiejętność koncentracji, właściwe oddychanie i świadomość własnego ciała - czucia, które jego części są napięte, by móc je rozluźnić. To lęk sprawia, że jesteśmy napięci, sztywni, a konsekwencją niedotlenienia, przykurczów jest ból. Również źle oddychamy z powodu paraliżującego nas wtedy strachu, zbyt płytko, pogłębiając negatywne odczucia i... lęk - tak tworzy się błędne koło. Trzeba więc pozbyć się lęku albo nie pozwolić, by nami powodował.

O ileż łatwiej przychodzi to osobom o nastawieniu "za życiem", które świadomie otwierają się na przyjęcie kolejnych swoich dzieci - część pracy mają już za sobą. Każdy, każda z nas, jest jednością. I to, że w naszej kulturze inni są lekarze od ciała, inni od umysłu, a jeszcze inni od duszy (poza nielicznymi wyjątkami, ludźmi, którzy łączą te umiejętności), nie zmienia faktu, że każda osoba jest całością, której różne poziomy, aspekty oddziałują na siebie. Świadomość tego, umiejętność integrowania ciała i umysłu, kontrolowanie oddychania i rozluźnienia się są przydatne w codziennym życiu, a nieodzowne w sytuacji stresu. Trzeba sobie z nim poradzić samodzielnie, nawet jeśli towarzyszy nam osoba wspierająca.

PRZYGOTOWANIE DO PORODU

Przygotowanie do porodu to nauczenie się reagowania na skurcz - koncentracją. Żeby właściwie oddychać i być rozluźnioną, wiedzieć, co robić, gdy przychodzi skurcz. Napięte mięśnie zużywają przecież tlen potrzebny dla dziecka i przeszkadzają postępowi porodu. Szczególnie ważna jest umiejętność rozluźnienia mięśni dna miednicy, żeby były elastyczne i podatne, żeby współpracowały ze skurczami macicy rozwierającymi szyjkę i nie stanowiły przeszkody dla delikatnej główki dziecka przechodzącego przez kanał rodny. Dobrze jest nauczyć się świadomie posługiwać zwieraczem cewki moczowej, zwieraczem odbytu i mięśniami otaczającymi pochwę. Napinania i rozluźniania tych mięśni łatwiej jest się nauczyć, jeśli początkowo jest to połączone z napinaniem i rozluźnianiem mięśni pośladków. Napinając je - całą przeponę wraz z pochwą, odbytem wciągamy w głąb ciała. Rozluźniając - wypuszczamy.

Ćwiczymy przez pierwszy miesiąc 3 razy dziennie po 5 razy napinając i rozluźniając. W drugim miesiącu 4 razy dziennie po 10 razy napinając i rozluźniając. W trzecim 5 razy dziennie po 20 razy napinając i rozluźniając.

Z pewnością już od drugiego miesiąca uda wam się kontrolować stopień napięcia mięśni - Sheila Kitzinger radzi kojarzyć to sobie jako wędrówkę windy przez poszczególne piętra. Mięśnie rozluźnione - winda w piwnicy. Im wyżej - tym bardziej napięte. Po wjeździe następuje zjazd. Rozluźnienie i odpoczynek.

Żeby rodzić świadomie, dobrze jest ćwiczyć przed porodem. Rozluźnienie mięśni rozciągają się wtedy bez trudu i bez groźby zniszczenia ich przez przeciskającą się główkę dziecka, wypychanego z dużą siłą przez kurczącą się macicę. Ćwiczenie po porodzie i karmienie piersią sprawia, że narząd rodny, mięśnie i więzadła podtrzymujące mięśnie dna miednicy szybko wracają do stanu takiego jak przed ciążą. Niesprawne, osłabione mięśnia dna miednicy powodują nietrzymanie moczu, wypadanie pochwy lub macicy - ćwiczyć je więc należy nie tylko w okresie stanu odmiennego czy połogu, ale również podczas karmienia czy klimakterium lub po.

W czasie porodu trzeba dbać o rozluźnienie całego ciała. Dobrze jest, gdy może być przy rodzącej kobiecie jej mąż, matka lub przyjaciółka - ktoś bliski, kto zwróciłby uwagę, gdy zauważy podniesione ramiona, żeby je rozluźnić, żeby zrelaksować napiętą twarz. Zwłaszcza, że napięcie twarzy (czoło, brwi, usta, policzki), języka i gardła ma związek z napięciem mięśni dna miednicy.

Świadome, głębokie oddychanie zapewnia dziecku wystarczającą ilość tlenu, a matce pomaga w skupieniu się, koncentracji i rozluźnieniu oraz opanowaniu ciała. Istnieją różne techniki oddechowe, ale w zasadzie wystarczy nauczyć się głębokiego oddychania przeponowego.

Oddychasz przeponowo, gdy przy nieruchomym kręgosłupie, wdychając powietrze przez nos, wypychasz brzuch, czyli obniżasz przeponę, która jest płaskim mięśniem oddzielającym jamę brzuszną od klatki piersiowej. Przy pełnym wdechu, po obniżeniu przepony (wypchnięciu brzucha), napełniane są powietrzem płuca - ich dolne, środkowe i górne części, i wtedy już brzuch zapada się, czyli przepona podnosi i pomaga usunąć z płuc zużyte powietrze. Wydech, przez usta, powinien trwać co najmniej 2 razy dłużej od wdechu. Zachowanie właściwych proporcji między czasem trwania wdechu i wydechu jest najłatwiejsze, gdy jednocześnie śpiewamy. Na przykład: wdech (przeponowo!) i aaaa... (wydech) w ciągły sposób aż do chwili, gdy następny wdech będzie konieczny, znowu wdech (przeponowo przez nos) i wciągając pomału brzuch aaa... a dwa tony wyżej, i znowu wdech i aaa... też o dwa tony wyżej. Potem to samo w dół:

wdech   wdech    wdech   wdech    wdech    wdech

                                                    aaa...

                        aaa...                                                  aaa...

        aaa...                                                                                     aaa...

Następna samogłoska do śpiewania, w takim samym schemacie jak "a", jest "e", potem "o", następnie "i" przypominające "ii", po nim "u", a na końcu spółgłoska "m".

Rozpoczynając śpiewanie warto zadbać o prawidłową postawę. Ćwiczenie to można wykonywać na siedząco, z podpartym kręgosłupem, ze stopami na ziemi i łokciami na poręczach krzesła. Ciało - rozluźnione.

Jest to również znakomity sposób na I okres porodu, kiedy rozwiera się szyjka macicy. Okazją do sprawdzenia umiejętności i skuteczności oddychania przeponowego ze śpiewaniem, lub bez, są skurcze macicy występujące w ostatnich tygodniach ciąży. Każdy skurcz to dla malucha przerwa w dostawie tlenu i zwiększenie ciśnienia wód płodowych - taki delikatny uścisk ze wszystkich stron. W trakcie porodu, inicjowanego przez dziecko na tyle duże i dojrzałe, by doświadczać niewygody z powodu braku miejsca, tlenu i substancji odżywczych (to według psychologów prenatalnych ważny, już kolejny, przejaw samodzielności, której bez wyraźnego powodu nie wolno go pozbawiać), skurcze są dużo silniejsze niż te przygotowujące. Ich ucisk wydaje się grozić zmiażdżeniem, a brak tlenu - uduszeniem. To naprawdę dramatyczne doświadczenie i dobrze, jeśli dziecko nie czuje się w nim porzucone, osamotnione.

Przy pełnym rozwarciu, co można rozpoznać również bez badania wewnętrznego, już wiecie, że niedługo spotkacie się ze swoim dzieckiem oko w oko. Zdarza się, że potrzeba parcia pojawia się, gdy nie ma pełnego rozwarcia i, można płytko i szybko oddychając, doczekać chwili, kiedy główka dziecka zacznie wytaczać się. Czasem trzeba czekać, przy pełnym rozwarciu na nadejście skurczy, przygotowując się do przyjęcia malucha lub drzemiąc.

Parcie zwiększa ciśnienie w jamie brzusznej, więc gdy główka wytacza się, przeć nie należy, żeby nie powiększać istniejącej różnicy ciśnień. Jeśli będziesz miała swobodę w poruszaniu się intuicyjnie będziesz wybierała taką postawę, pozycję, ułożenie przy którym maluchowi będzie najłatwiej, a tobie najwygodniej. I możliwe, że nie będzie potrzebne parcie, ale wystarczy otwarcie. Już ponad siedemnaście lat minęło od narodzin podczas których byłam sam na sam z rodzącym się dzieckiem. Było cięższe od dzieci urodzonych w szpitalu (ważył 4,2kg), klęczałam i, bardzo dokładnie to pamiętam, że bardzo lekko, odrobinę poparłam, gdy rodziły się barki. Czasem kobiety mówią (te, którym nie przeszkadzano), o wydychaniu dziecka.

Przerwy między skurczami pozwalają odpocząć, zrelaksować się, przygotować się do kolejnego skurczu. Uczymy się tego podczas ciąży nie tylko po to, aby zastosować w czasie porodu, ale, by najefektywniej wypoczywać po wysiłku, gdy dziecko jest jeszcze w brzuchu. Można to robić na leżąco, najlepiej na prawym boku, albo w klęku, z łokciami na ziemi, z głową wspartą na dłoniach. A może będzie Ci wygodnie siedząc, pochylić się i oprzeć głowę i ręce o np. deskę do prasowania?

POSTAWA

Przez wieki, w różnych kulturach kobiety rodziły siedząc, stojąc, klęcząc lub spacerując. Przyjmowały pomoc innych lub rodziły w samotności. Skoncentrowane na swoich odczuciach, tańczyły, przeciągały się, jęczały, śpiewały, krzyczały lub zachowywały ciszę. Powodowane intuicją (ale i obyczajem) poruszały się lub przyjmowały pozycję, w której matka i rodzące się dziecko czuli się najlepiej.

Zachowane rzeźby, rysunki bądź malowidła przedstawiające rodzące kobiety ukazują je w pozycji... pionowej - stoją, klęczą lub siedzą - samodzielnie lub wsparte o inne, boginie lub kobiety śmiertelne, we wszystkich zakątkach Ziemi, na każdym z kontynentów, od starożytności poprzez europejskie średniowiecze i renesans aż do kobiet we współcześnie żyjących plemionach zbieracko-łowieckich. Także niewiasty naszego kręgu kulturowego, którym zostawiono swobodę co do wyboru postawy podczas porodu - wybierają pozycje, w których intuicyjnie wykorzystują ciążenie, czyli siłę grawitacji sprawiającą, że każdy obiekt - spada, o ile nie jest podparty.

Innymi słowy, oznacza to zero wysiłku, żadnego parcia, nabierania powietrza, nadymania się, żeby wypchnąć dziecko. Oznacza to raczej otwarcie się, by pozwolić dziecku wydobyć się z przytulnego, ale już ciasnego „mieszkania”. Sama siła skurczu macicy okazuje się wystarczająco dziecku pomocna.

Oczywiście, gdy rodząca zostanie ułożona w pozycji jak do badania ginekologicznego, rodzący się płód musi przemieścić się w górę, bo kierunek wzdłuż którego przebiega kanał rodny prowadzi od kości krzyżowej do spojenia łonowego. I dlatego powstaje konieczność dołożenia jeszcze parcia przeponą, żeby dziecko tę pierwszą „drogę pod górkę” mogło pokonać, co wymaga od matki tej nieszczęsnej, i dla osób z dużą krótkowzrocznością - niebezpiecznej, ekwilibrystyki oddechowej. Proponuję eksperyment: proszę, zachowując pozycję siedzącą, użyć tłoczni brzusznej - jak przy oddawaniu kału. I spróbować tak samo postąpić, ale leżąc na plecach po nabraniu do płuc powietrza. Jestem pewna, że tylko nieliczne osoby nie zwiększą ciśnienia w obrębie czaszki, a więc i gałek ocznych.

Ułożenie na fotelu ginekologicznym podczas porodu, oprócz tego, że jest to wbrew fizjologii, ma swoje znaczenie psychologiczne, komunikacyjne - po prostu jesteśmy, drogie panie, „rozłożone na łopatki”. Pozwalamy na narzucenie sobie postawy komunikującej otoczeniu naszą bezradność, wręcz przyzywającej „ratowników”.

Tymczasem zachowanie postawy wykorzystującej siły grawitacji sprawia, że to rodząca kobieta czuje się odpowiedzialna za siebie i za dziecko. Rodzi się dziecko, ale także rodzi się matka. Okazuje się również, że siła skurczów macicy jest wtedy wystarczająca by maluch (nawet ponad czterokilogramowy) opuścił łono rodzicielki. Rodząca wcale nie musi „nadymać się”, przeć na siłę. Jest to istotne dla rodzących się dzieci, żeby nie były, nie czuły się popychane, ale też dla kobiet - poddanie się naturalnemu biegowi tego aktu daje głębokie poczucie spełnienia a dla tych, które mają wadę krótkowzroczności - uwolnienie od lęku przed odklejeniem siatkówki, gdyż nie zwiększa się ciśnienie w obrębie czaszki jak to bywa przy parciu w pozycji leżącej, na plecach. Zachowanie pionowej postawy zapewnia również lepsze ukrwienie łożyska i właściwe dotlenienie malucha.

I, zarówno aspekty fizjologiczne i psychologiczne, jak i społeczne i ekonomiczne były rozważane przez uczestników konferencji Światowej Organizacji Zdrowia w Fortaleze (1985 r.) i w Trieście (1986 r.) skoro zaowocowały sformułowaniem zaleceń /wskazówek/ (dla krajów członkowskich WHO), które stały się podstawą dokumentu „Wytyczne Krajowego Zespołu Konsultanta Medycznego w dziedzinie położnictwa i ginekologii” podpisanego przez prof. dr hab. Wiesława Szymańskiego, dn. 23 listopada 1995 r., gdzie m.in. stwierdza się „ciężarne kobiety nie powinny być przymuszane do pozostawania w pozycji ginekologicznej w żadnej z faz porodu. Rodzące powinny być zachęcane do spacerowania w trakcie porodu i mieć wolny wybór pozycji podczas okresu wydalania płodu.”

Tak więc nie tylko rodząc w domu możemy wybierać najdogodniejszą pozycję. Jednak radzę sprawdzić, jakie panują obyczaje w szpitalu, w którym chcesz rodzić. A może spróbujecie negocjować jeszcze przed porodem warunki narodzin waszego dziecka?

Z kolei nie ma powodu, żebyście byli pozbawieni pomocy służy zdrowia, jeśli uznacie, że potrzebujecie wsparcia położnej podczas porodu w domu. Wprawdzie w 1962 roku z listy obowiązków położnej rejonowej wykreślono przyjmowanie porodów domowych i zlikwidowano prywatną praktykę położnych (akuszerek), jednak gdy rodzice ze Stowarzyszenia na Rzecz Naturalnego Rodzenia i Karmienia zwrócili się do Ministerstwa Zdrowia i Opieki Społecznej w sprawie uczestniczenia położnych i lekarzy w porodach domowych, otrzymali odpowiedź (w grudniu 1990r.), że

Podnoszony problem odbierania porodów w warunkach domowych nie wymaga specjalnych uregulowań prawnych, ponieważ uprawnienia zawodowe lekarzy i położnych nie są ograniczone tylko do zakładów służby zdrowia.”

Zwróć, proszę, uwagę, na znaczenia słowa „postawa”...


PODJĘCIE WYZWANIA

Jeśli uwagi o koncentracji i oddychaniu, odzwierciedlaniu się emocji w ciele wydają ci się zbyt intelektualne, nie angażują cię, może inspirujący do chętnego podjęcia trudu rodzenia będzie komentarz Fredericka Leboyera (tłum. Krystyna Rutkowska) do grafiki Hokusai przedstawiającej morze:

"- Ustąpić? Poddać się? Jestem pewien, że kobietom nie spodobają się te słowa.

- To znaczy, że zapomniały, czym jest miłość. Zapomniały, że ustąpić to panować. Nie ma miłości bez oddania się. Kochać to oddać się, otworzyć się, ofiarować samego siebie.

- Komu lub czemu?

- Właśnie temu, co wykracza poza małe `ja'.

To dać się ponieść.

Czy oznacza to `czuć się gorszym'?

Czy tancerka czuje się gorsza od muzyki, czy czuje się upokorzona przez swego rycerza?

- Widzę, że jeszcze raz mówisz o miłości. I o tańcu.

- Oczywiście. I w miłości, także w miłości fizycznej, wszystko zaczyna się, jak sam zresztą wiesz, w momencie oddania się, w momencie, gdy przestajesz się kontrolować.

Chodzi dokładnie o to samo oddanie się, o to samo poddanie się. Chodzi o otworzenie się, ofiarowanie się, ofiarowanie samego siebie tej fali energii, tej nieskończonej energii, którą jest miłość, którą jest życie.

- To zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe.

- Posłuchaj mnie raz jeszcze, postaraj się dobrze mnie zrozumieć. Spróbuję wyjaśnić dokładnie, co oznacza ta `czynna bierność'. Płyniesz po morzu. Przychodzi burza. Zrywa się wiatr, staje się coraz gwałtowniejszy. Morze jest wzburzone, fale przybierają na sile. Wokół rozszalałe morze, jakby pijane z gniewu.

Co robić?

- No właśnie, co robić?

- Jak to zwykle bywa, masz dwie możliwości.

Śmiertelnie przerażona i sparaliżowana, uciekasz w panice. Opuszczasz mostek, porzucasz ster i schodzisz na czworakach do swojej kajuty. Tam zamykasz się, zatykasz sobie uszy ze strachu przed zetknięciem się z rzeczywistością. Aby mieć pewność, że nic nie usłyszysz, sama zaczynasz krzyczeć.

I co się dzieje dalej?

Statek, bez kapitana, płynie prosto na rafę. Katastrofa murowana.

- Chyba zaczynam rozumić.

- `Nie chcę nic wiedzieć', `porzucić wszystko' - to zła bierność. To tamas, to kobieta - nie wiem, czy pamiętasz - która nie panuje nad sytuacją, zamyka oczy i potrafi tylko cierpieć i krzyczeć. Zamiast uciekać do swojej kajuty,

pokonujesz strach i

pozostajesz na mostku.

Gniew oceanu, zamiast cię onieśmielać, pobudza cię.

Podejmujesz wyzwanie.

Spoglądasz na rozwścieczone morze,

sprzeciwiasz się mu.

Z błyszczącymi oczami zwijasz żagle,

zostawiając tylko to, co maszt może utrzymać.

Lekko, ale ostrożnie, ujmujesz ster,

ustawiając statek tak, aby jak najłagodniej brał fale.

Zaakceptowałaś burzę, poddajesz się.

Cóż innego ci pozostaje?

Nie tylko zaakceptowałaś ją, ale zaczynasz oddychać głębiej, twoje nozdrza rozszerzają się.

Wydaje się, że czerpiesz z płuc całą siłę,

że jesteś pijana od tej szalonej energii.

Poddałaś się.

A mimo to jesteś oszołomiona i jednocześnie

bardzo wrażliwa,

reagujesz natychmiast na podmuchy wiatru

i czujesz pod stopami statek, który zda się jęczeć i unosić w powietrzu.

Jestem pewien, że rozumiesz teraz, czym jest owa bierność, w której nie ma niczego upokarzającego, która jest wyższą formą aktywności, wyższą formą panowania nad sytuacją.

Słaba, skarżąca się?

Nigdy.

Arogancka, szalona?

Też nie.

Ani też uległa, bezwolna, załamana. Nie!

żywa, lekka,

giętka, promieniejąca, czuła. Tak!

Zawsze gotowa, by ustąpić,

A mimo to wszechpotężna.

Wodo!

Któż mógłby ci się oprzeć!"

***

Poród naturalny i karmienie naturalne to emancypacja kobiet w ich kobiecości. Z jakim trudem tu, w tym jądrze kobiecości, w drodze do macierzyństwa, kobiety emancypują się, zdobywają na niezależność. Jak niechętnie jest to widziane, jak daje się im różne zastępcze przedmioty - pigułki, urządzenia monitorujące, kroplówki, całe to oprzyrządowanie do... fizjologicznego procesu - zamiast towarzystwa kogoś miłującego, dodającego otuchy i odwagi w niełatwym doświadczeniu rodzenia. Przypomina mi to postępowanie rodziców, którzy nie umiejąc sercem kochać swego dziecka, zasypują je prezentami, dbają o wytworną odzież i luksusowe jedzenie. Dają przedmioty zamiast siebie. Manipulują, a nie kochają. Trud rodzenia jest potrzebny, jest nieodzowny, by umieć kochać dziecko, mieć z nim kontakt, czuć je. Czy nie przenika was dreszcz, że "znieczula się" matkę? To prawda, że rodzenie może być bardzo trudne, ale tak już jest, że nic, co satysfakcjonujące, nie jest łatwe.

 {mos_sb_discuss:18}

 

 

 

 

Zmieniony ( 02.03.2007. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »