Kobiety dla kobiet Fundacja Linki Kontakt # Forum # # F.A.Q.
 
 
 
Menu główne
Start
KOBIETY DLA KOBIET
KATALOG DOBRYCH STRON WWW
Czytelnia
PRAWO
ZDROWIE
TOŻSAMOŚĆ KOBIETY
DUCHOWOŚĆ
PRACA
EDUKACJA I ROZWÓJ
DOM
MOJE BEZPIECZEŃSTWO
MACIERZYŃSTWO
KONTAKT
Forum2
Galeria
Wiadomości
CHCESZ NAM POMÓC?
FEMINA
KULTURA
PODZIĘKOWANIA
W skrócie
 
Start
300x50
Popularne
Zakonnica i prostytucja PDF Drukuj Email
Oceny: / 3
KiepskiBardzo dobry 
MOJE BEZPIECZEŃSTWO - Handel kobietami

Zakonnica i prostytucja 

o książce „Kobieta nie jest grzechem” z siostra Anną Bałchan rozmawia Dominika Szczawińska-Ziemba 

Siostra jest łakomym kąskiem dla mediów – zakonnica zajmująca się prostytutkami, albo jeszcze lepiej: zakonnica i prostytucja, to dobry temat

I dlatego muszę wyjaśniać. Nasze Stowarzyszenie nie zajmuje się prostytucją, nie prowadzimy agencji towarzyskiej, tylko pomagamy ofiarom przymuszonej prostytucji. Przymuszona czyli ta, która wynika z historii życia. Żadna kobieta nie budzi się rano i nie mówi: wychodzę na ulicę, od dziś będę prostytutką. Ja sama nie wychowałam się w bogatej rodzinie. Wiele było braków. Często jedliśmy tzw. wodziankę, rodziców nie było stać na żadne wyjazdy, więc się kombinowało, jak zarobić. Próbowaliśmy sprzedawać makulaturę, zbierać butelki, znosić węgiel sąsiadowi, coś skrobnąć od dziadków, ale nie pojawiała się w głowie myśl, żeby iść się prostytuować. Dlatego zastanawiam się, co trzeba zrobić człowiekowi, żeby zaczął sprzedawać swoje ciało? Nikt się taki z natury nie rodzi, nikt z natury nie lubi być poniżanym i bitym.  

Siostra zna wiele dramatycznych historii. Odpowiedzi na pytanie: co trzeba zrobić człowiekowi, żeby wyszedł na ulicę, żeby pozwolił się krzywdzić? Jednak niechętnie Siostra o tym opowiada, unika medialnego szumu.

Jestem zdania – zresztą nie tylko ja, ale cały zespół, z którym pracuję – że trzeba cicho robić swoje. To jest najfajniejsze. Medialność na pewno nie pomaga w pracy. Obszar, w którym działamy jest bardzo delikatny. Nasza praca jest towarzyszeniem ludziom, którzy są bardzo mocno poranieni i nie chcą o tym krzyczeć. Chodzi też o poczucie bezpieczeństwa – tu medialność naprawdę nie jest potrzebna. 

Książka „Kobieta nie jest grzechem” to decyzja, że jednak o tych sprawach

trzeba mówić?

Jak najbardziej. Myślę, że w sposób bezpieczny trzeba powiedzieć o problemie. Jestem  przedstawicielem wielu kobiet – ofiar przemocy, handlu ludźmi, przymuszonej prostytucji –  i chcę przybliżyć ten problem, ponieważ pewne stereotypy na temat prostytucji nie pozwalają tym kobietom na nowo zacząć żyć. 

Jaką pomoc Siostra niesie? Czy na ulicy głosi Siostra Ewangelię?

Pierwsza pomoc to bycie. Ewangelii nie głosi się tylko słowem. Ewangelia to sposób życia: jak patrzy się na innych?, czy patrzy się z miłością?... Jeżeli tak, to skąd się tę miłość bierze.  Miłość to dar. Co innego mogę zanieść tym kobietom? Każde spotkanie to przede wszystkim bycie i słuchanie. To nie jest tak, że ktoś przychodzi do mnie, a ja mam od razu pomysł na jego życie. Można pomóc na tyle, na ile ktoś może przyjąć ów pomoc ze swoją historią życiową, swoimi zranieniami. Może być tak, że na danym etapie człowiek po prostu nie jest w stanie przyjąć pomocy. Niby dlaczego ma zaufać od razu? Przecież ludzie tyle razy  pokazując rzekome dobro, krzywdzili tę osobę, pozostawiali. Ważna jest tutaj wierność, bycie, a potem to już Bóg daje światło na kolejny krok. Pomagając nie ma się wpływu na to, co dany człowiek z tą pomocą, z tym darem zrobi. Daje się swój czas, poświęca nawet zdrowie. Ale osoba, która to otrzymuje w prezencie, jest wolna. Może postąpić jak zechce.  Człowiek jest wolny. Miłość jest wolna. Jasne, że to nie jest przyjemne, kiedy ktoś odrzuca twój dar. Ale z drugiej strony, nasz Mistrz dał się przybić do krzyża nie dlatego, że był cieniasem. On zezwolił na przybicie. Więc trzeba postępować tak, jak Jezus. On w Ewangelii mówi: jeżeli chcesz. Terapię można zacząć dopiero wtedy, kiedy osoba jest gotowa przyjąć to, co proponujemy. Nic na siłę.  

Czy Siostrze zdarza się myślenie w stylu: „Życie, jakie prowadzisz, jest złe,

brzydzę się nim. Sama sobie jesteś winna”?

Wstyd się przyznać, ale gdy zaczynałam tę pracę, nie byłam wolna od stereotypów. Jednak obwinianie kobiety, że wdepnęła w prostytucję, to tak, jakby komuś powiedzieć, że ze swojej winy wdepnął w coś, co leży na chodniku. Przecież nie wchodzi się w takie rzeczy specjalnie: idzie się i nagle nieprzyjemnie pachnie. W życiu jest dokładnie tak samo. Byłam zraniona absurdalnymi poglądami, że człowiek od początku jest taki grzeszny. |Dopiero kiedy zaczęłam poznawać historie kobiet, to rozważyłam w sercu, że Bóg przecież stworzył człowieka z miłości i stworzył go pięknym. Nikt nie rodzi się z grzechem. Nikt! To różne sytuacje kształtują człowieka. Ale z natury każdy chce miłości, piękna, wolności, chce kochać i być kochanym. Dlatego czasami uderzałam się w piersi i zmieniałam swoje myślenie.  

Kiedy pomagamy komuś, to chcemy być skuteczni, widzieć efekt.

Co w Siostry pracy jest sukcesem?

I tu jest problem, ponieważ lubimy mieć w swojej głowie scenariusz, jak powinno wyglądać życie człowieka. Ale nie bierzemy wtedy pod uwagę, że świat tej osoby

jest zupełnie inny. Dla niej lepsze życie to zupełnie co innego, niż ja sobie myślę. Dlatego trzeba sobie za przeproszeniem odpuścić własne oczekiwania. Sukcesem może być to, że kobieta pośle swoje dzieci do szkoły, albo nie będzie chciała trwać w związku, w którym istnieje przemoc, nie pozwoli się bić. Wiadomo, każdy człowiek pragnie, żeby jego wysiłek nie poszedł nadaremno. W naszym Stowarzyszeniu dajemy możliwość wyboru: można skorzystać z pomocy, obecności, terapii, modlitwy. Natomiast sama zmiana rozgrywa się tak naprawdę we wnętrzu człowieka. I to nie jest tak, że popatrzę na kogoś, policzę adin, dwa, tri i on się zmieni. Tak naprawdę siła jest w każdym człowieku. Psychologia mówi,

że człowiek ma potencjał. Ewangelia mówi: Pan dał każdemu łaskę, światło, moc – zupełnie za darmo. Człowiek ma to w sobie, choć nie raz przywalone różnymi gruzami zranień. Ludzie ranią siebie nawzajem, ale  wystarczy zawołać: „Panie, nie wiem jak to zrobić, jestem tępa, ale rusz proszę wszystko i zmień”, to można dostać takiego powera, że zmieni się życie człowieka. I to nie jest fantazja, to jest rzeczywistość. Gdyby tak się nie działo, to dwadzieścia lat mojego bycia w zgromadzeniu w ogóle nie miałoby sensu. On działa tu i teraz.                                                                                 

Działalność Stowarzyszenia, którego Siostra jest prezesem,

Stowarzyszenia Marii Niepokalanej na Rzecz Pomocy Kobietom i Dziewczętom,

 to nie jest w Kościele coś rewolucyjnego. Zgromadzenie, do którego

 Siostra należy, już w XIX wieku odkryło  powołanie do służby kobietom,

które doznały przemocy.

Historia była bardzo podobna. Kiedy w XIX wieku we Wrocławiu rozwijał się przemysł,  dużo dziewczyn przyjeżdżało do pracy i odbywało się to bardzo podobnie jak teraz. Był ktoś, kto werbował, obiecywał pracę, a kończyło się w agencji. Tylko dawniej nie mówiło się agencja, ale np. dom uciech. I nasz założyciel Jan Schneider razem z kilkoma paniami (na początku świeckimi, później dopiero zostało powołane zgromadzenie sióstr zakonnych) zaczął uczyć prostytutki zawodu, szukał uczciwych pracodawców. My dzisiaj w Stowarzyszeniu robimy to samo.  

Co konkretnie możecie zaproponować osobom, które się do was zwracają?

Na dzień dzisiejszy udzielamy darmowych porad prawnych, każda kobieta, która jest w sytuacji kryzysowej, może przyjść i z niej skorzystać. Pomocą służy nam też Urząd Miasta. Pomagamy w przygotowaniu pism urzędowych, napisaniu CV, uczymy jak pracować i jak się przekwalifikować. Zapewniamy możliwość skorzystania z pomocy lekarskiej, nawet jeśli ktoś nie ma ubezpieczenia – załatwiamy wizytę np. u ginekologa czy konsultację lekarską. Zapewniamy wraz z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Społecznej miejsca dla osób zagrożonych przemocą domową. Panie mogą w nich przebywać wraz z dziećmi i tam prowadzimy terapię grupową. Dla kobiet z dziećmi prowadzimy arteterapię. To bardzo ważne, by odnowić kontakt kobiety z dzieckiem, by ich do siebie zbliżyć. Tu przydatna jest sztuka. Kobiety i dzieci na przykład razem malują na szkle, słuchają muzyki. W ten sposób ratujemy ich relacje, uczymy okazywania uczuć, pokazujemy, jaką wartość ma dotyk, czułość.  

A Siostra czego potrzebuje, by nie zrezygnować, nie zwątpić?

Najbardziej potrzebuję modlitwy i tego, żeby nie zatracić wiary w żywego Boga, który jest tu i teraz, który jest mocą. Mimo różnych trudności, na

przykład finansowych, albo bezsilności wobec ludzkiego cierpienia, ważne jest by mieć głębokie przekonanie, że Bóg tym wszystkim kieruje.

To jest najważniejsze i najtrudniejsze. Kiedy słyszy się te wszystkie historie – o poranionych kobietach, dzieciakach – to naprawdę odechciewa się wszystkiego. Naprawdę, bardzo bym chciała dochować wierności. Wiara to najcenniejszy dar. Jeśli go zatracę, to naprawdę nic nie będzie miało już sensu.  

Dziękuję za rozmowę

Zmieniony ( 12.10.2007. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 
Vinci